Moja przygoda z fotografią

Już od dziecka ciekawiło mnie zajęcie jakim jest robienie zdjęć. I pomimo że tak naprawdę nie miałem o tym pojęcie, pierwszy kontakt z fotografią odbył się, kiedy znalazłem starą lustrzankę ojca – aparat firmy Zenit. Była to niesamowita przygoda. Biegałem niemal cały dzień z tym aparatem, robiłem dziesiątki zdjęć. Kiedy dałem aparat mamie, by wywołała zdjęcia, które zrobiłem, okazało się, że w środku nie było kliszy. Jakim było to dla mnie zawodem, nie da się chyba opisać słowami. Ale mimo pierwszego niepowodzenia, myśl o tym, że chcę robić zdjęcia nie dawała mi spokoju. Jednak na długie lata ją porzuciłem, ponieważ nie miałem pieniędzy na aparat, ani nie wiedziałem jak zacząć. Sytuacja zmieniła się, kiedy tylko poszedłem do pracy. Natychmiast zacząłem poszukiwania jakiegoś ciekawego i dobrego aparatu. Moje wybory kierowały się w stronę wielu firm, ale ostatecznie wybór padł na aparat marki Olympus. Było to niemal zauroczenie, czytałem o nim wszystko co znalazłem w internecie: opisy, wady i zalety, setki opinii użytkowników.

Trwało to co najmniej tydzień i kiedy byłem już pewien, że to ten, udałem się do sklepu aby zamówić towar. Czekałem tylko kilka dni i już wkrótce stałem się posiadaczem pierwszego aparatu cyfrowego, jaki kiedykolwiek miałem w rękach. Było to niesamowite, niemal całymi dniami biegałem znów, niemal tak jak w dzieciństwie, i robiłem tyle zdjęć ile tylko mieściło się w pamięci.

Było to dla mnie bardzo ciekawe przeżycie, ale nie trwało wiecznie. Po jakimś czasie oczywiście zapał nieco osłabł i już nie spędzałem całego dnia z aparatem w rękach, ale zawsze miałem go przy sobie, bądź w pobliżu. Potrafiłem przerywać pracę, ponieważ zobaczyłem jakiś obraz, który chciałbym sfotografować. W drodze do pracy, bądź odwrotnie zatrzymywałem się kilka razy by sfotografować jakiś obiekt czy zachód słońca.